Złap
Kot
Książka





Rus

mania-cialatwierdza-kokoszypapierowointrospekcjaplazmolizaszaroszeptem2006
IX X XI XII
2007
I II III IV V
VI VII VIII IX X XI XII
2008
I II III IV V
VI VII VIII IX


Atlantyda >> niedziela, 5 kwietnia 2009 20:31:10

Nurkuję. Nurkuję i zanurzam się w orzeźwiającej wodzie. Odnajduję wzrokiem barwne rafy. Wyciągam doń dłoń. Chwytam i rozrywam jaskrawe rośliny. Przemierzam palcami po gładkiej powierzchni kamieni. Płynę dalej. Nie zwarzam na głębokość i chłód, jaki dociera do mnie z otchłani. Otacza mnie ciepło. Otacza mnie przygoda. Tonę w myślach. Płynę dalej. Trafiam na magiczne akrobacje i figury, tu ławica, dalej delfiny. Zadziornie nurkuję między stado ryb, rozbijam je. Z uśmiechem przemierzam toń dalej. Płynę i wiruję w magicznym błękicie. Celem jest bezcelowość. Dotykam końcami palców u stóp piaszczystego dna. Staję i odbijam się, nie by się wynurzyć, ale by raz jeszcze ujrzeć krwistoczerwone, sinoniebieskie i intensywnie zielone wariacje koralowców. By ujrzeć je z góry. Łapczywie pochłaniam każdy skrawek obrazu. Łapczywie pochłaniam każdy dzwięk. Chwytam w locie wysoki pisk orki. Delektuję się, płynę dalej. Wokół rozpościera się błękit, błękit wszędzie błękit. Mam te wszystkie szczegóły na właśność przed zamkniętymi oczami. Są moje. Są absolutnie moje. I chociaż marzeniem mym nie jest pływanie, tak łapczywie pochłaniam czas. Zabija mnie oczekiwanie, domyślanie się, gdybanie, a On nie robi nic.

komentarze [1]




Odczarowana >> wtorek, 21 października 2008 19:18:52

Nadszedł czas na wnioski. Nie można żyć na wpół, nie można poświęcać się w połowie, pracować na pół gwizdka, cieszyć się z porażki i udawać, że coś nie istnieje, gdy w rzeczywistości gnębi nas to niemiłosiernie. Nie wyobrażam sobie świata przedzielonego, obracania się w jednej jego części by za chwilę w mgnieniu oka zamienić się w kogoś innego, żyć w drugim, równoległym świecie, udawać, że tamten nie istnieje. Jest to odpowiedź na moje pragnienia. Nie mogę ich zrealizować z przyczyn czysto technicznych.

Po wtóre cel okazał się być zbyt odległy. Zdaje się, że magiczna nie będę na zawsze i właśnie to odbiera mi szanse. Nie będę się starać przez całe życie. Nie będę wiecznie udawać. Nie będę wiecznie piękna. Nie będę już zawsze mówić, słuchać i udawać zainteresowania. Nie potrafię poświęcić z czystym sumieniem roku na osiąganie celu niepewnego, bo żywego.

Pozostaje też druga możliwość. Cel stoi przerażająco blisko, ale nie tylko ja wierna pozostaje rozsądkowi, a trzeba przyznać, że już na pierwszy rzut oka wszelkie plany należałoby zanegować. Może nie tylko ja to widzę i nie tylko ja to rozumiem.

Teraz pozostaje mi tylko udawać, że nic się nie stało, że spojrzenia nie było, wspomnień nie będzie, fantazje odrzucone w kąt, tam muszą pozostać. Czas by magia przysnęła, pozostaje wrócić do pracy. A wniosek mimo wielu obserwacji i przemyśleń jest jeden. Moja zmienność, choć kłopotliwa, ma swoje zalety, odwraca kota ogonem, gdy najbardziej tego potrzebuję i pozwala mi z klasą zejść na ziemię. Tam też zamierzam pozostać, reszta może na tym etapie o mnie tylko pomarzyć. Nie ma mnie.


komentarze [0]




Zauroczona >> środa, 15 października 2008 16:41:41

Czas wrócić. Kątem oka zerkam na zeszły rok. Wtedy też nie było łatwo. Nowość, choć się świeci, z czasem śniedzieje. Pustymi słowami próbuję obdarzyć wszystko, co tak mnie martwi, sensem. Nie wiem, co martwi mnie najbardziej. Nie wiem, kim jestem i co tu robię, choć czuję, że tak być powinno. Czuję klimat, ostre przeszywające spojrzenie, spływającą satysfakcję i mobilizację. Wiem, czego robić nie powinnam. Wciąż plątam się jednak wokół tłumaczeń, bo przecież pragnienia są silniejsze, mają swoje źródła w rozwoju ewolucyjnym, to musi mieć przecież sens, a i tak nic się jeszcze nie dzieje. Nie bez powodu wracam myślami do zeszłego roku. Nowość staje mi raz jeszcze na drodze. Choć nie tylko nowość, w znacznej mierze to władza, w większej intelekt, pewność siebie, ten błysk oku. I magnes włączony. Nie po raz pierwszy mogę sobie zarzucić magiczną moc przyciągania wszelakich ciot, wyrzutków, odmieńców, źródeł najlepszych żartów. Szukam w sobie czegoś, co tak ich przyciąga. Czyżby przeciętność? Przeciętność z pazurem, pozbawiająca mnie szklanej bańki, uniemożliwiającej im przebicie się i ten pazur, kapka blasku. To tłumaczenie mnie nie przekonuje, ale daję mu plus za pretendowanie do udanego. Mogę się przecież pozbawić szansy, mogę raz jeszcze sprawdzić, jak to działa. Wszystko mogę, tylko nie ta chwila, tudzież nie ten stołek i nie ta modła. Denerwuje mnie też zapach papierosów w kuchni. Dla ideału byłabym w stanie go znieść. Wiele mogłabym zrobić. Wiele dać. Nie potrafię tylko poczekać, albo i usnąć na rok, obudzić się starsza, mądrzejsza, wyleczona, pozbawiona mieszanki wiążących hormonów i pusta. Boję się, że ideał raz jeszcze ucieknie mi sprzed nosa, zamiast, co też bywało, okazać się nim jedynie na wpół zanim usnę na dobre. Czas płynie, a ja zamiast mądrzeć zabawiam się w niemądre porównania, motam się w filozofii własnego, skądinąd już dawno pozbawionego blasku, życia i wciąż nie znam dręczącej, choć nieobecnej odpowiedzi, bo nie wiem, czy pomocne mi słowa o świecie należącym do odważnych nie zdezaktualizowały się z wejściem w świat bardziej magiczny, tym razem prawdziwy, słodko-gorzki, wymagający i na swój sposób sprawiedliwy, po prostu dorosły. Bo kluczem jest odpowiedź, nie klucz do odpowiedzi wskazówką.

komentarze [0]




Sukces >> czwartek, 11 września 2008 09:59:06

Po domu przebiegł się zapach pieniędzy. Boleśnie odznaczył swą defiladę. Pozostawił nas samych ze sobą na drodze usłaną popękaną porcelaną i maleńkimi trupami. Denat to denat. Bez względu na moralność, niemoralność, afekt, czy litość denatem pozostanie. I mimo chęci uśmiercenia coponiektórych, tego nigdy się nie chce, tak tylko się mówi, wmawia sobie, że tak będzie lepiej. A być może, ale nie musi. Zaszczuta wyrzutami sumienia bronię się najtańszą wymówką. Bo czemu on ma prawo, gdy ja nie mam? Prawo jest nierówne, przekonam się o tym jeszcze nie raz i tu nie pomoże twardy tyłek, biały uśmiech, czy słowotok.

Moje radosne szczebiotanie to wynik osiągnięcia celu. Jak zwykle, gdy dochodzę do tego jednego wymarzonego, upatruję następnych zdobyczy, a te okazują się być coraz odleglejsze. Zginę niespełniona., dotknięta świadomością, że krótkie zdania nie są szczere i wszystko, co wydawało mi się już osiągnięte, nie znaczy nic. Dźwięk obijanego szkła doprowadza mnie do pasji. I bynajmniej zdanie to jest jednoznaczne. Stoję na rozdrożu z tysiącami możliwości i jednym żetonem. Co więcej mimo prestiżu, jaki koniuszkiem palca mnie dotknął, oprocentowana pasja ciągnie mnie do rynsztoka by siać… Właśnie tego nie wiem. Nie wierzę w magiczną moc medykamentów ani tyrad, sukces tkwi w chęci i pożądaniu, ale nie tym w czystej formie. By chcieć zdobyć, nie mieć. To prowadzi do nikąd, a termin ważności jedynego żetonu w mych rękach niebawem upłynie i znów pozostanę z niczym.


komentarze [2]




Królowa >> poniedziałek, 4 sierpnia 2008 15:38:29

Ja umiem płakać. Zaskoczona swoją nową umiejętnością, czym prędzej zabieram się do pisania. Wykrzesanie tych kilku łez zajęło mi kilkanaście minut, ale co raz spadło, należy uznać za obecne, więc oto zapłakałam. Powód mam dobry. Jestem upokorzona, w myślach powinnam mieszać się z błotem, zawiodłam wszystkich, na których mi zależy i jeszcze mam czelność nie robić nic, a powinnam na kolanach w pocie czoła ścierać podłogi, chuchać i polerować. Są tacy ludzie, których emocjonalna nuda nie dotyka nigdy, bo raczą się horrorami, romansidłami i innymi badziewiami. I ja tak robię, a gdy prawdziwa wielkość pozwoli mi się dotknąć czmycham i nie umiem należycie zareagować. Tyle łez mogłam wylać, ale postawiłam na zamknięcie się w sobie. W środku jest pusto, duszno i dudni. Dudni od mojego pospiesznego oddechu, bo boję się, że nie zdążę być najlepsza, że nie będą mnie podziwiać i umrę zapomniana. Aha, ale by być zapamiętanym trzeba obraz prawidłową drogą, ja póki, co pałętam się, pogrążam i co raz orzekam, że mój świat się kończy. Aż strach pomyśleć, co tym razem mnie spotka. A wszystko na własną odpowiedzialność, na własny rachunek i w komplecie z wszystkimi zapowiedzianymi konsekwencjami. Więcej powiem. Tym razem to już sama się zataczam, jestem spita swoją znamienitością i czekam aż ktoś porządnie wyrżnie mnie w twarz tak, by nie zabić, ale pokazać, co znaczy ból.

komentarze [1]




19, 20, 21, 22, spadaj >> czwartek, 24 lipica 2008 22:28:56

Gdyby miało jakiekolwiek znaczenie to, co powiem, ułożyłabym takie przemówienie, żeby nam buty pospadały. Do powiedzenia jak zwykle mam dużo i oczywiście nic sobie do zarzucenia. Kilka godzin pozwoliło mi na obmyślenie tylu intryg, ilu potrzeba scenarzyście na sklejenie dobrej telenoweli. Moją opowiem potem.

Już wracając pociągiem wiedziałam, że skoncentruję się na tym, że jestem durna. Bezczelna, chamska, irytująca. Tyle. Zamieniam dobry układ na farsę, zbieram siniaki za wysoko uniesioną głowę i raz po razie donoszę, jakiego to policzka mi wymierzono. Sama go sobie wymierzam.

Zmierzając do puenty. Wzorem nie jestem. Tak to zostawię. Po co się zamęczać? Ot, lenistwo, ideał przestał być moim celem tuż po ukończeniu liceum, czego życzę wszystkim, ale znacznie wcześniej. Pewnie już nie zmądrzeję, a gdybym już zamierzała, wypadałoby wysłuchać wszelkich wskazówek. Oto pierwsza, już bodaj czteroletnia i moja własna, za cel nie brać sobie nic, co ma ręce, nogi i prawo wyboru.


komentarze [0]




Nuda >> piątek, 4 lipica 2008 22:17:13

Hasło na trwające wakacje: naprawdę nie chciałam Cię skrzywdzić, sam się podłożyłeś. Z takim oto mottem przemieszczam się bezładnie i bezcelowo. Staram się nie wmawiać sobie, że nie mam szans, co, prostuję, nie tyczy się jego, i kończy się na tym, że wmawiam sobie szanse przeogromnie. Naiwność chyba nie znika z wiekiem, nie zauważyłam też jej przyrostu, może jest to więc kryjąca się pod innym terminem zmienna osobowościowa, a może się rozmarzyłam i unikam starcia z rzeczywistością. Wszystko krąży wokół mnie, moim zmartwień, przemyśleń, marzeń i ambicji. Nic nie zdaje się mnie martwić, poza niewiadomą przyszłością, bo chociaż scenariusze są dwa, to i tak wciąż nadto. Próbuję ułożyć w głowie dobitną puentę, ale to nie ja, a przyszłość, tak ta niewiadoma właśnie, znowu mnie czymś ukłuje, ja się obudzę i krzyknę z wrażenia, bo tak mili państwo być nie może.

komentarze [2]




2007 >> środa, 2 lipica 2008 11:50:43

Powtórkę czas zacząć. Mimo słów tylu, że nie będę, że nie chcę i ze świat mnie nie lubi, wierna pustym ideałom wciąż stoję pod tymi samymi drzwiami. Nie trzaskam z impetem, skromnie postukuję. Chociaż tyle razy mnie pogryziono, opluć się nie dałam, wierzę i to, w co wierzę utrzymuje mnie tu i tam. Tu i tam trzymam się rad prastarych, wsłuchuję się w rady powszechne i szczerze wierzę we wnioski z błędów poprzednich. Nie dam nikomu satysfakcji. Jemu też nie. I, co zabrzmi trywialnie, czekać trzeba. Nie skłamię, cierpliwością nie grzeszę, ale nadal czekam, mam kilka wyszywanek w zanadrzu, stos krzyżówek, jedno sudoku, telefon i masę pomysłów na smsy, poczekalnie znam z roku poprzedniego. Wyniki za tydzień bez dni dwóch, ale tak szybkiej odpowiedzi spodziewać się nie będę. Ja dowiem się za miesiąc, on może nawet dziś.

komentarze [1]




Mrau >> środa, 4 czerwca 2008 22:00:23

Pisanie zdaje się być już tylko głupią i zbędną czynnością zabierającą czas, nie dając nic w zamian. Może dorosłam. Potrafię wyjść, stanąć obok i to nie tylko dlatego, ze wpadam w niepohamowany szał, ale nauczono mnie dystansu. Dawniej sądziłam, że nic samo się nie dzieje, a wartością czasu jest jego upływ. Okazało się, że nie mam racji, bo ten potrafi zdziałać cuda. Czasem niepotrzebnie, jednak przestrzega on swoich zasad bezwzględnie. Zacięłam się. Tak, należałoby zaprzestać działalność i z wielkim uśmiechem orzec: „to koniec”, ale przecież jeszcze wszystko przed nami, może zobaczymy się na rynku, czy basenie i niezauważenie przejdziemy tuż obok, będziemy blisko. Wypuszczanie w przestrzeń tysiąca myśli nieuporządkowanych ma swoje wady. Zdarza mi się rozważać, czy to, co spontanicznie napisałam, nie miało wpływu na innych wobec mnie. W końcu tak być mogło.

W przyszłości będę wciąż udawać, że duszę się w konwencjach. Nie planuję, realizuję siebie i znajduję wyzwania na bieżąco, bez zarzynania marnego zdrowia i wątpliwej reputacji. W końcu mistrzem jest czas, a ja jedynie drugorzędnym aktorzyną.


komentarze [2]




Łyk herbaty >> niedziela, 25 maja 2008 22:31:15

Uciekam się do łyka herbaty. Krępujący fakt znika i ja znikam, łyk znika, kubek wraca i jestem. Uciekam się do udawania, że mnie nie ma, bo to ułatwia życie. Ludzie przechodzą wzdłuż korytarza, znikają za zakrętem i już ich nie ma. Łyk herbaty przeciąga się. Tyle słów mogłam już powiedzieć, ale zatrzymam je dla siebie, połknę razem z herbatę. Nie krzyknę, że pycha, bo to raczej wstyd. Nie przyznam się, jak było naprawdę, a gdy zapytasz, ucieknę się do łyka herbaty. Wypłuczę w niej zęby, choć tak się nie robi, będę połykać powoli, spijać kropla po kropli, a gdy zapomnisz, o co pytałeś, będę tuż obok. Nie ucieknę się do łyka herbaty, gdy zamilkniesz, pocałujesz mnie w czoło i udasz, że nie wiesz, co słowa moje znaczę. Pokochasz mnie w całości, przymkniesz oko na wady i zabierzesz ze sobą w świat magii. A ja przestanę pić herbatę. Kupię wodę. Będę Twoja. Tylko Ty nie uciekaj się już nigdy do łyka herbaty.

komentarze [2]




Przecinku, precz! >> niedziela, 11 maja 2008 19:22:52

Mam coraz większą wiedzę i pewniejsze postawy by stworzyć rachunek sumienia, o jakim zawsze marzyłam, wciąż jednak wmawiam sobie, że wierzę w swoją nieprzeciętność, sprawczość i niepowtarzalność.

Oto mamy wiosnę. Wszystko, co odwlekałam i miałam zrobić jutro czeka w drzwiach i niechybnie zdzieli mnie kijem na raz aż się zatoczę. Bolesny jest każdy ruch, bo od wstawania rano dobytek wbrew porzekadłom nie rośnie, za to motywacja maleje. Kropla za kroplą zalewam fundamenty po kolejnym semestrze i marzę by tylko się obejrzeć i zobaczyć finisz. Brednie o tym, że mam czas jeszcze podsycają moje lenistwo i tak zamiast działać, piszę, jak to mi jest źle i niedobrze. Jutro rozpoczynamy maraton. Na wstępie emocjonalnie i motywacyjnie, zakończymy filozoficznie, lub na prawo. Zabieram się do rozpracowania natłoku myśli od tygodni i tak je gryzę, kąsam, a one nie chcą się rozproszyć. Coś mi podpowiada, że miałam mówić o niezdecydowaniu, ale przecież na tle innych moich błahych rozważań zdaje się być to oczywiste. I mam tylko jedno wytłumaczenie... toruję sobie drogę do napisania pracy zaliczeniowej i poszukuję na zaraz resztek stylu. Uciekł, albo zasypałam go śmieciami w szufladzie, a tak bardzo chciałam, żeby się przydał.

Natchnęła mnie siła nieznana, obca i trywialna. Oto chciałam zestawić nawias ze średnik i jaką krzywdę bym językowi sprawiła... Nic nie wyjaśnia bezładu i braku formy, no, może poza zaniedbaniem...


komentarze [0]




Obsada >> wtorek, 29 kwietnia 2008 13:22:10

Sufit pęka wzdłuż dłuższej ściany, niszcząc mozolnie budowane królestwo kukiełek. Chwila nieuwagi pozbawiła ideał blasku, resztki złudzeń rozproszyły się. Nagi cień stoi naprzeciw, czekając na wyrok. Wyrzuty sumienia zżerają obserwatorów. Ofiara raz jeszcze stanie w centrum. Rozczulając się nad jej niechybną porażką, nikt nie zechce jej sprawiedliwie osądzić, a więc potwierdziło się – największych z małych nigdy nie dosięgnie kara.

Sufit pęka. Duzi ludzie mogę zajrzeć do królestwa i ocenić szkody. Jad wypływa na zewnątrz, topiąc fundamenty w swojej mazistej konsystencji. Otoczenie głucho spogląda. Nikt nie zechce się zaśmiać, nikt nie drwi, chociaż chwila sprzyja. Kukiełki porzuciły role. Sufler popędzony na osąd nie podpowie im nigdy więcej. Nigdy, chociaż już wrócił i przygotował nowe słowa. Kukiełki są wolne.

Dłuższa ściana też pęka. Nic nie chce wrócić do dawnej postaci. Słowa kaleczą, ale nie przestaje się ich wymawiać. Obłuda odkryta przez podłych gapiów opada, pozostawiając po sobie niesmak. W oczekiwaniu na puentę, teatr ucisza każdą iskierkę, byle nie spłonąć.


komentarze [1]




Kap, kap >> piątek, 11 kwietnia 2008 21:06:27

Zasada numer jeden: nie wierz w swoją wielkość, jesteś mała, jesteś prawie nikim. Subtelnie podnoszę się na duchu. Prawie lewituję, a to za sprawą ogromu frustrujących spraw niedokończonych i czekających na wieczność. Pękam z dumy, bo jestem taka mądra i dokładna, nawet sznurówek nie umiem zawiązać, bo nierówne kokardki trzeba poprawić. Biznes jest tak prosty, że aż dziw jak to tak marketing może się zataczać. Moja korzyść, mój biznes, Twoja korzyść, psia mać z takimi biznesami. Skrupulatnie odnotowuję każde drgnięcie, bo to znak, że kolejna frustracja niczym balon z helem pękła z hukiem i upadła, a ja prawie już frunę. Frunę, frunę, a cholera wybrać się nie mogę i się nie wybiorę. Nie będzie mnie tam, gdzie nikt mnie nie chce. Moja mania prześladowcza daje o sobie znać i już prawie ryczę w poduszkę, straszne, nikt mnie nie chce. Poprawka, miałam ryczeć i zalać łzami nowy koc, ale zaczęło mi burczeć w brzuchu. Skrupulatnie to znaczy każdy? A ile to dwa plus dwa? Bo kichnę. Bo wyfrunę przez okno, jak sowa, co była jastrzębiem, bo męskim, ale frajerem. Możesz prychać. Nie chce mi się tego słuchać, dodam, że wiadomości wieczornych też mi się słuchać nie chcę i nie słucham. I kichnę w końcu, tak mnie w nosie kręci, ale za diabła nie pojmę, po co jeszcze z Tobą rozmawiam, delektuję się swoim znudzeniem i pomagam dzieciom, które nie chcą dostrzec nic poza czubkiem swojego nosa, nawet głowy nie widzą, a jest na co patrzeć. Nie pojmę, bo kichnę, a nie kicham.

komentarze [2]




Grypa >> czwartek, 27 marca 2008 12:49:53

Zostałam sama jak palec. Wyobrażenie własnej osoby boleśnie zderzyło się z rzeczywistą klęską i skulone szlocha w kącie. Nie jestem wariatką. Nie mam schizofrenii. Traktuję siebie, jak sobie równą. Nie wyobrażam sobie, że to, co sobie wyobrażam, stanie się kiedyś spełnieniem wyobrażeń. Po trosze jestem i realistką i optymistką, niestety też i pesymistką. Gubię przecinki, bo gubię siebie, stawiam kropki, bo chcę odłączyć się od upokorzeń, zmęczenia i klęsk, nie tylko tych bolesnych. Sen dał o sobie znać. Zrozumieć nie mogę, czemu znowu on zechciał mnie odwiedzić w mojej pustej głowie. Może lubi puste i wydumane, może nie chciał, a ja go z całych sił pociągnęłam za nogi. Kiedyś było inaczej. Siłuję się ze sobą by o tym nie myśleć, ale druga półkula wmawia mi, że gdy już to wypowiem, stanie się prostsze. Kto wie, co bzdura, co prawda, jutro i tak nie będzie to miało znaczenia. Tak, jak on znaczenie miał pierwszorzędne, a teraz tylko pałęta się w snach, nawet nie wiem czy sam on, czy tylko jego przeszłość, bo dwa lata zatarły nawet jego wspomnienie. Bolesna staje się myśl, że nawet nie mogę odtworzyć jego twarzy i nie pamiętam koloru jego oczu. Chyba były niebieskie. Nie pamiętam, albo nie wiem, co lubił, czego nie. A jednak to on po raz kolejny sprowadza mnie na ziemię. A więc witam, ziemio, co masz mi do zaoferowania? Upadek bolesny. Nie potrzebowałam dokładności, skrupulatności i perfekcji, nie potrzebowałam tylu słów opisujących jedną tylko cechę, nie potrzebowałam sukcesu nierealnego by być sobą, śmiać się, czuć się lepiej i gorzej, nie potrzebowałam fajnych ciuchów by zbajerować i mieć z tego satysfakcję, nie potrzebowałam terminarza by być dobrą w tym, co robię. I nie potrzebowałam wiedzy dogłębnej o sobie. Może ta wiedza właśnie mnie zabija. Niegdyś też nie gdybałam. Słuchałam innej muzyki, ale to przecież nie ma znaczenia, chociaż wierzyłam, że muzyka kształtuje i do dziś wierzę, że te słowa sprawiły, że nie dałam się złamać, a teraz łamię się na okrągło z byle powodu i pozwalam by stres zjadał mnie kawałek po kawałeczku, kęs po kęsie, do cna, aż się zadławi moimi kośćmi i wyszuka szczuplejszą ofiarę. Kiedyś uważałam też, że jestem za chuda, teraz nie wiem nawet... Brzuch mam za duży, łydki za małe, głowę zbyt oporną. I nie mogę nawet wystukać kolejnej cyferki by zajrzeć po tamtą mnie, bo tu jej nie ma, tu tylko widać, jak zaczynałam być tą sobą, tym potworem, który zjadł dziecko, nauczył jej strachu, odebrał jej potrzebę zabawy, nauczył gorzkiej satysfakcji i ukradł słodycz przewrotności. Ponoć każdy olbrzym upadnie na swoich niestabilnych nogach, moje są wybitnie chude, ale nie chcą pęknąć. Potwór nie chce mnie wypuścić ze swoich szponów i nie wiem nawet co zmienić, by coś się zmieniło. Co gorsza nie wiem nawet czy chcę, a od tego należałoby zacząć.

komentarze [5]




Wrzut >> sobota, 22 marca 2008 18:48:12

Jakże lubimy, gdy przed nosem przechadza nam się wielki wyrzut sumienia, prosząc o odrobinę tylko uwagi. Tym razem nie poświęcę jej nawet kapkę, bo nie uznaję poświęceń swoich, nieuzasadnionych dla dobra świata dla mnie w żadnym calu nieistotnego. Jak dla mnie, mógłbyś zniknąć, nie straciłabym nic nadzwyczajnego. I owszem, jesteś uosobieniem wszystkiego, czego nie szukam i znalezienie tego uformowanego wysypiska śmieci zmusza mnie jedynie do zasygnalizowania swojego stanowczego sprzeciwu. Nie, nie umówię się z Tobą. Nie, na pewno.

I chociaż przyszły zawód mój narzuca skłonności do autodestrukcji, wyrażanej w przesadnej trosce o inne elementy, nie uznaję tej zasady. Ani trochę. Bo czemuż to pochylać się nad nieprzystosowanymi społecznie i ewolucyjnie, jednocześnie skazując siebie na dyskomfort. Właśnie paskudne wyrzuty sumienia, ze spuszczonym wzrokiem i zgarbioną postawą zmuszają nas do powielania ich kodu genetycznego i ot sieroty takie zagracają świat.

I tak, tak, mówię to w takiej złości, że nie dalej jak jutro będę słów swoich żałować, bo brzmią, jak brzmią, ale wampirów energetycznych, natrętów i ślamazar w swoim towarzystwie na długo nie zdzierżę.


komentarze [1]




Obrazek. Z wyrazami szacunku dla Agaty Dudek. Satyrykon